środa, 10 września 2014

Sin City: Damulka warta grzechu

Są takie filmy, których droga na ekrany nie jest łatwa. Oczekiwanie na premierę zdaje się być wtedy większą przyjemnością niż sam film. Niekończący się festiwal trailerów, ciekawostek z planu i innych faktów, oddalających premierę, to bowiem często zwyczajny strzał w stopę, gdy obraz nie potrafi sprostać oczekiwaniom widzów, które urosły przez ten czas do niebotycznych rozmiarów. To wszystko spotkało najnowszy film Roberta Rodrigueza, w którym powracamy do miasta grzechu z kart komiksu Franka Millera.

Tym razem skupiamy się na los trzech postaci pałających rządzą zemsty. Z jednej strony jest to Nancy Callahan (wijąca się Jessica Alba), która chcąc pomścić śmierć swojego "opiekuna" Hartigana, postanawia porzucić rolę seksownej striptizerki na rzecz, ostrej i bezwzględnej kobiety, która umie zadbać o swoje sprawy. Gdzieś w tle przewija się Johnny (Joseph Gordon-Levitt), który połamany i ledwo żywy pragnie zrewanżować się za doznane krzywdy i śmierć bliskiej osoby. Na świeczniku znajduje się jednak Dwight, którego poszukuje Damulka warta grzechu, którą niegdyś porzucił.

To co znakomicie udało się Rodriguezowi za pierwszym razem, kompletnie nie wyszło teraz. Nie udało połączyć się po raz drugi trzech odrębnych historii w zgrabną całość, przez co film jest niespójny i ciężki w odbiorze. Trudności zdają się mieć sami bohaterowie. Uciekła gdzieś świeżość i bezczelność z pierwszej historii, co nie pomaga w odbiorze i zagłębieniu się w gęstą atmosferę miasta grzechu. Za dużo uwagi poświęcono tym razem postaciom nic nie znaczącym, przy okazji nie dając postaciom głównym możliwości zagrania czegoś ciekawego. Tytułowa Damulka, to tylko kolejny raz zmanierowana Eva Green, która widzieliśmy już nie raz. Chociaż z pewnością nigdy nie była tak warta grzechu jak tutaj.

O ironio, również sama estetyka, która była największą zaletą ekranizacji mrocznych komiksów, tutaj zdaje się kuleć. Kolory są niespójne, nieodpowiednio stonowane, co może wprowadzać dodatkowe uczucie dyskomfortu i chęć szybkiego opuszczenia tytułowego miasta.

Czy warto więc wybrać się do kina? mimo wszystko tak, chociażby po to aby kolejny raz przejść się uliczkami Sin City, które mimo wielu niedoskonałości nadal kuszą swoim niebezpiecznym urokiem. Szkoda jednak, że tym razem nie spotkamy na nich, żadnych godnych uwagi jednostek.

Marta Płaza


1 komentarze:

  1. Przepraszam za spam. Zapraszam Cię jednak do wzięcia udziału w mojej autorskiej akcji : "Poznaj Johna Grishama z Artemis"
    http://artemis-shelf.blogspot.com/2014/09/akcja-autorska-poznaj-johna-grishama-z.html
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń